oooooooooo bida...
Zajęcia są o 8 30 - to już ogromny minus, ale trudno. Przynajmniej mam blisko, bo to jest 50m ode mnie!
Trwają 2h. Podzielone są na dwie części - listening i reading na każdą po 1h, każda odbywa się w innej sali. Listening odbywa się w sali z komputerami, a reading juz w takiej bardziej wykładowej salce.
Zacznę od listeningu... siadamy przy komputerach, logujemy się i zakładamy słuchawki (każdy ma skrypto-podręcznik w którym są teksty i ćwiczenia do nich - fill the blanks glownie cw tego typu). Słuchaliśmy, a właściwie to oglądaliśmy jakiś dokument z BBC o dopingu w sporcie. Ok 8min całość, potem po przejrzeniu całości (trzeba oglądać - 'narzędzia' są wyłączone - pauza przewijanie itd) wlacza sie suwak i możemy sobie przewijać i oglądać te momenty które są nam potrzebne. Strasznie głupie, bo nie trzeba nic zapamiętywać - po prostu przewijasz sobie do momentu i oglądasz i przepisujesz na kartkę to co usłyszałeś...
Do tego ćwicznia, te fill blanki, nie są takie jak u nas, czyli mniej wiecej na zrozumienie - jak zrozumiesz to napiszesz... Nie oni tutaj mają wersję: Musisz napisać dokładnie tak jak było powiedziane... do tego często są to jakieś słowa specjalistyczne. Tak więc wszyscy siedzą i przepisują ten dokument na kartki (oczywiście nie w całości, ale sporą część).
Teraz reading... przenieśliśmy się do drugiej sali. usiedliśmy i babka zaczęła nam zadawać pytania do tekstów (które mieli przeczytać w domu) 14pytań w 1h zrobiliśmy... i oczywiście odpowiedzią na pytanie był cytat z tekstu... naprawdę nudy.
a teraz babka od angielskiego... miła całkiem, trochę dziwna... mówi po ang całkiem nieźle, czasem z akcentem angielskim, a czasem tak jak polacy mówią. I ciekawe jest to, że 'tłumaczyła' prawie zawsze te słowa, które po francusku pisze się dokładnie tak samo i w sumie mają to samo znaczenie... np debris... dziwne...
Ogólnie to raczej mnie ten angielski wymęczył (listening poziom C1, a reading B2 - tak mam na skrypcie napisane...)
a teraz robimy z Nicolas (współlokator) tartiflette! czyli: Smacznego!
haha!
wtorek, 8 lutego 2011
poniedziałek, 7 lutego 2011
Weekend...
Cały weekend było pusto... wszyscy belgowie wracają do siebie, a w mieście zostajemy my - Erasmusy.
Za to w zamian za studentów pojawili się skauci (czy tam harcerze, jak kto woli)... można rzec, że zaatakowali miasto - dzikie hordy dzieciarni od 10-15lat ganiało się tutaj po ulicach od rana do nocy.
W sumie w sobotę byliśmy z Kaśką (i jej siostrą i mężem siostry - którzy mieszkają w Paryżu) w Brukseli. Połaziliśmy trochę, zobaczyliśmy sikającego chłopca (ludzi przy nim było co nie miara) i potem połaziliśmy po czekoladziarniach.
w Niedziele to już totalnie nic się nie działo... koło 19 zaczęli ludzie się zjeżdżać, więc było słychać stukot kółek walizek na bruku.
a dziś wstałem koło 730... poszedłem na 4h wykładów... wynudziłem się jak nie wiem co, wróciłem, zjadłem i poszedłem spać...
Jutro z samego rana idę na angielski, jeszcze nie wiem za bardzo gdzie on jest, ale może uda mi się tam trafić jakoś ;)
Za to w zamian za studentów pojawili się skauci (czy tam harcerze, jak kto woli)... można rzec, że zaatakowali miasto - dzikie hordy dzieciarni od 10-15lat ganiało się tutaj po ulicach od rana do nocy.
W sumie w sobotę byliśmy z Kaśką (i jej siostrą i mężem siostry - którzy mieszkają w Paryżu) w Brukseli. Połaziliśmy trochę, zobaczyliśmy sikającego chłopca (ludzi przy nim było co nie miara) i potem połaziliśmy po czekoladziarniach.
w Niedziele to już totalnie nic się nie działo... koło 19 zaczęli ludzie się zjeżdżać, więc było słychać stukot kółek walizek na bruku.
a dziś wstałem koło 730... poszedłem na 4h wykładów... wynudziłem się jak nie wiem co, wróciłem, zjadłem i poszedłem spać...
Jutro z samego rana idę na angielski, jeszcze nie wiem za bardzo gdzie on jest, ale może uda mi się tam trafić jakoś ;)
piątek, 4 lutego 2011
Kontunuacja.
No to dzisiejszy dzień nie był taki zły, ale nie przyniósł też nic bardzo fajnego.
Mialem zajęcia z układu mięśnioweg - robiliśmy pomiary kątów w stawach (plus krótki wstęp o anamnezie[wywiad] itd itp).
Ogólnie na weekend zostaję sam w domu... w ogóle miasto pustoszeje, wszyscy którzy tutaj mieszkają tak w akademikach spadają do domu... nie dziwne skoro nawet jak jadą w najdalszy kraniec Belgii to jadą tam 2h pociągiem... Niby w weekendy tak pusto, a teraz jak się przeszedłem to ludzi jest sporo, ale raczej w kinie, w kawiarniach, restauracjach. na ulicach bardzo niewiele w porównaniu z normalnym dniem.
Chyba zaraz padnę spać... jutro mogę sobie pospaaaaaać. i może pójdę na siłownię na 12 ;)
Mialem zajęcia z układu mięśnioweg - robiliśmy pomiary kątów w stawach (plus krótki wstęp o anamnezie[wywiad] itd itp).
Ogólnie na weekend zostaję sam w domu... w ogóle miasto pustoszeje, wszyscy którzy tutaj mieszkają tak w akademikach spadają do domu... nie dziwne skoro nawet jak jadą w najdalszy kraniec Belgii to jadą tam 2h pociągiem... Niby w weekendy tak pusto, a teraz jak się przeszedłem to ludzi jest sporo, ale raczej w kinie, w kawiarniach, restauracjach. na ulicach bardzo niewiele w porównaniu z normalnym dniem.
Chyba zaraz padnę spać... jutro mogę sobie pospaaaaaać. i może pójdę na siłownię na 12 ;)
Zwolokłem...
się z łóżka o 7 30... w celu udania się na wykład na 8 30... niestety do 9 nikt nie przyszedł, więc uznałem, że nie będę tam siedział do końca (tj 10 30) tak więc udałem się z powrotem do domu.
o 8 20 było mnóstwo ludzi, ale jak już wracałem po tej 9 to nie było właściwie nikogo!
teraz ni to się przespać (bo mam wykład na 10 45) ni to gdzieś iść ni to robić obiad ni to co...
o 8 20 było mnóstwo ludzi, ale jak już wracałem po tej 9 to nie było właściwie nikogo!
teraz ni to się przespać (bo mam wykład na 10 45) ni to gdzieś iść ni to robić obiad ni to co...
czwartek, 3 lutego 2011
Czwartek - Bruksela
Czwartki są pod znakiem Brukseli, ponieważ mamy tam 3 godziny zajęć w auli wydziału medycznego. Teoretycznie chodzi o to, żeby pokazać (raczej im - Belgom) pacjentów i trochę różnych ciekawych przypadków klinicznych.
Te 3h są podzielone na 3 bloki po 1h - oddechowy, nerwowy i mięśniowy. Dziś ostatnie dwa to były normalne wykłady. Zaś na pierwszym gość od wykładów wprowadził na aulę (pełną ludzi) łóżko z babką chorą na stwardnienie boczne zanikowe (f. sclerose laterale amyotrophique). Wcześniej przed wprowadzeniem jej na salę omówił ten przypadek - zanik mięśni oddechowych - trudności z oddychaniem (bardzo duże) - problemy z mówieniem (mówiła bardzo cicho). Ogólnie to przez godzinę wypytywał ją o różne rzeczy (mówienie ją nieźle męczyło!), a nam kazał patrzeć jak ona oddycha itp. Później wziął jej respirator (taki nieinwazyjny - z maską na twarz i nos) i pokazał nam jak się go zakłada i tak dalej... Oboje z Kaśką czuliśmy się dziwnie... nie wiem jak to nazwać, ale wielka aula gapiąca się na biedną kobietę (na szczęście była dość pozytywnie nastawiona - widać, że chciała nam się przysłużyć do nauki). Tak więc postanowiliśmy, że raczej nie będziemy tam jeździć, bo to drogo i długo i nic wielkiego się nie dowiedzieliśmy (wykłady mamy na stronie internetowej uczelni, więc...)
Po powrocie zrobiłem sobie naleśniki (z pozostałości wczorajszego ciasta na placki z jabłkami), a zaraz wybieram się na 'siłownię' na 30min a potem na rozciąganie.
Moze jakoś w weekend uda się na squasha wybrać - jeden ze współlokatorów grywa :)
no to tyle na dziś, zapewne ;)
P.S. Rektor UCL nazywa się Delvaux
Te 3h są podzielone na 3 bloki po 1h - oddechowy, nerwowy i mięśniowy. Dziś ostatnie dwa to były normalne wykłady. Zaś na pierwszym gość od wykładów wprowadził na aulę (pełną ludzi) łóżko z babką chorą na stwardnienie boczne zanikowe (f. sclerose laterale amyotrophique). Wcześniej przed wprowadzeniem jej na salę omówił ten przypadek - zanik mięśni oddechowych - trudności z oddychaniem (bardzo duże) - problemy z mówieniem (mówiła bardzo cicho). Ogólnie to przez godzinę wypytywał ją o różne rzeczy (mówienie ją nieźle męczyło!), a nam kazał patrzeć jak ona oddycha itp. Później wziął jej respirator (taki nieinwazyjny - z maską na twarz i nos) i pokazał nam jak się go zakłada i tak dalej... Oboje z Kaśką czuliśmy się dziwnie... nie wiem jak to nazwać, ale wielka aula gapiąca się na biedną kobietę (na szczęście była dość pozytywnie nastawiona - widać, że chciała nam się przysłużyć do nauki). Tak więc postanowiliśmy, że raczej nie będziemy tam jeździć, bo to drogo i długo i nic wielkiego się nie dowiedzieliśmy (wykłady mamy na stronie internetowej uczelni, więc...)
Po powrocie zrobiłem sobie naleśniki (z pozostałości wczorajszego ciasta na placki z jabłkami), a zaraz wybieram się na 'siłownię' na 30min a potem na rozciąganie.
Moze jakoś w weekend uda się na squasha wybrać - jeden ze współlokatorów grywa :)
no to tyle na dziś, zapewne ;)
P.S. Rektor UCL nazywa się Delvaux
środa, 2 lutego 2011
kolejny dzień...
O 8 30 na mieście jest MNÓSTWO ludzi!!!! wszyscy idą na wykłady. Normalnie marszałkowska to nic przy tym wszystkim. później znów jest mnóstwo ludzi po 10 30 (czyli koniec pierwszych zajęć) itd :]
Dziś był wykład z pulmonologii... nudny dość i facet gadał jak do przedszkolaków (mam nadzieje, że nie wszyscy wykładowcy tacy są).
na 18 mam zajęcia praktyczne z 'nerwówki'... 8h przerwy między zajęciami - to rozleniwia trochę...
moglem sie na jakis sport wybrac... mam specjalną kartę, która pozwala mi na praktykowanie (w odpowiednich godzinach) wszystkich sportów jakie tutaj mają.
Zaraz chyba rzucę okiem na oferty pracy... może uda mi się coś znaleźć, bo inaczej to będzie krucho z kasą.
Teraz idę po zakupy - dziś wieczorem robię placki z jabłkami! Całkiem niezły pomysł - cała kolacja będzie mnie kosztować z 3 E :) muszę wymyślić więcej takich potraw... wczoraj zrobiłem sałatkę z tuńczykiem, groszkiem, serem żółtym i kukurydzą w sumie jeszcze jej trochę zostało a jadłem ją na kolację wczoraj, dziś na śniadanie i obiad :P
No to spadam.
PS. dziś wiczorem chyba gramy w pokera... :)
Dziś był wykład z pulmonologii... nudny dość i facet gadał jak do przedszkolaków (mam nadzieje, że nie wszyscy wykładowcy tacy są).
na 18 mam zajęcia praktyczne z 'nerwówki'... 8h przerwy między zajęciami - to rozleniwia trochę...
moglem sie na jakis sport wybrac... mam specjalną kartę, która pozwala mi na praktykowanie (w odpowiednich godzinach) wszystkich sportów jakie tutaj mają.
Zaraz chyba rzucę okiem na oferty pracy... może uda mi się coś znaleźć, bo inaczej to będzie krucho z kasą.
Teraz idę po zakupy - dziś wieczorem robię placki z jabłkami! Całkiem niezły pomysł - cała kolacja będzie mnie kosztować z 3 E :) muszę wymyślić więcej takich potraw... wczoraj zrobiłem sałatkę z tuńczykiem, groszkiem, serem żółtym i kukurydzą w sumie jeszcze jej trochę zostało a jadłem ją na kolację wczoraj, dziś na śniadanie i obiad :P
No to spadam.
PS. dziś wiczorem chyba gramy w pokera... :)
wtorek, 1 lutego 2011
Plan, plan, plan i...
Pierwsze zajęcia za mną :) a konkretniej wykład z 'nerwówki'.
Byl raczej nieskomplikowany i zrozumiały, a ktoś przy wyjściu mówił, że był ciężki. Jeśli to było ciężkie to nie muszę się obawiać reszty (mam nadzieję, że nie muszę).
Jutro jest jakieś święto uczelni czy coś, ale wolne mamy dopiero od poludnia i do tego akurat te zajęcia które ja mam odbywają się normalnie...
a tak to poniedziałki mam wolne! wtorki angielski rano (i 2 razy w semestrze fizjologia)! środa 18-20 zajęcia z systemu nerwowego! czwartek - same wykłady ;) na 830 do 13 pozniej przerwa 2 godzinna chyba na dojazd do Brukseli gdzie mamy kolejne 3h zajęć (wykładów)! i piątek 16-18 system kostno-mięśniowy.
tak więc raczej wiele do roboty nie mam. jakoś zaraz muszę się zakrzątnąć za jakąś pracą i będzie spoko ;)
a teraz to mi się chce spać... (wstałem o 730 dziś, a wczoraj była impreza spora... i chyba poszedłem spać koło 4)
Byl raczej nieskomplikowany i zrozumiały, a ktoś przy wyjściu mówił, że był ciężki. Jeśli to było ciężkie to nie muszę się obawiać reszty (mam nadzieję, że nie muszę).
Jutro jest jakieś święto uczelni czy coś, ale wolne mamy dopiero od poludnia i do tego akurat te zajęcia które ja mam odbywają się normalnie...
a tak to poniedziałki mam wolne! wtorki angielski rano (i 2 razy w semestrze fizjologia)! środa 18-20 zajęcia z systemu nerwowego! czwartek - same wykłady ;) na 830 do 13 pozniej przerwa 2 godzinna chyba na dojazd do Brukseli gdzie mamy kolejne 3h zajęć (wykładów)! i piątek 16-18 system kostno-mięśniowy.
tak więc raczej wiele do roboty nie mam. jakoś zaraz muszę się zakrzątnąć za jakąś pracą i będzie spoko ;)
a teraz to mi się chce spać... (wstałem o 730 dziś, a wczoraj była impreza spora... i chyba poszedłem spać koło 4)
Subskrybuj:
Posty (Atom)